Szypleć leszczyniak (Angerona prunaria)

Mama moja przegapiła moment intensywnego prowadzenia mnie do logopedy w dzieciństwie. W rezultacie mówię cicho, nie wymawiam "r" i wypowiadam się na tyle niewyraźnie, że cud iż ludzie w aptece mnie rozumieją. Może dlatego lubię wyszukiwać wśród nazw motyli zagwozdek logopedycznych :p Jak taką znajdę to z fascynacją siedzę i mamroczę ją pod nosem :p Miernikowcowate. Fajno toto rodzina wśród motyli Polski. Chyba największa (nie grzebałem w historii taksonomii lepidopterologii ale mam wrażenie, że to zlepek kilku dawniejszych rodzin) bo w samej Polsce 450 gatunków. Choć ogólne zainteresowanie zawsze budzą motyle dzienne (karłątkowate, paziowate, bielinkowate, wielenowate, modraszkowate, rusałkowate) to wśród nocnych zachwyty zbierają barczatkowate, zawisakowate, pawicowate i niedźwiedziówkowate (pominąłem resztę ćmowych rodzin - "drobnic"). A miernikowcowate to co? ...pies? Winę chyba za to ponosi trochę literatura. Do poprzednio wymienionych przeze mnie rodzin jest mnóstwo książek, atlasów (najwięcej dla dziennych rzecz jasna ale i główne rodziny nocne też nie są zaniedbywane). Ale ta część rodzin, do której ma to nieszczęście należeć rodzina miernikowcowatych jest bidnie potraktowana. "Najłatwiej"dostępna o nich pozycja to "Motyle nocne Polski część III" prof. Buszki z 2000 roku. Tylko, ze zdobycie jej na rynku wtórnym to musi być poprzedzone długotrwałym, żmudnym wyszukiwaniem i upolowaniem... A szkoda. Szkoda dlatego, że z tej rodziny motyli nocnych wiele z nich to takie nocne jak ja ładny. Główne gatunki z tej rodziny "pstrykałem" wielokrotnie za dnia. Dowód? A proszę tak na szybko:

A ile z ich nie ustrzeliłem? Najbardziej osobiście podobał mi się zieloniutki Miernik zieleniak. No cudowny. Na dodatek część z nich pojawiają się za dnia kiedy to są doskonałymi obiektami do obserwacji i zdjęć z powodu swej mniejszej ruchliwości. Oczywiście odfruną metr dalej jak im patyka w oko wsadzicie ale nie będzie to takie nerwowe jak pozostałe motyle dzienne. I jeszcze mi się w miernikowcowatych jedna rzecz podoba. Jest to właściwie cecha podstawowa tej rodziny - gąsiennice nie posiadając 3 pierwszych par odnóży przysuwają tył do "głowy" wyginając środek silnie ku górze co wygląda jak mierzenie drogi długością swojego ciała a sam ruch to idealne "kreskówkowe" poruszanie się gąsiennicy 😀 Można się na to gapić w nieskończoność 🙂 Ale wypatrzenie takiej gąsiennicy na drzewie to sztuka nie lada dlatego, że w spoczynku przyczepia się ona tylnymi odnóżami do gałązki , resztę prostuje "po ukosie" i konia z rzędem temu kto odróżni to od rozgalęzienia owej gałązki. W tej rodzinie zdarzają się samice tak leniwe, że nie posiadają skrzydeł (albo są silnie zredukowane). Stąd rola samców w znalezieniu i skojarzeniu się w pary (jak to u ludzi...) wykształciła u nich pierzaste "ćmowe" czułki do wychwytywania każdej cząsteczki feromonku rozsiewanego przez samice ze swoimi zwykłymi nitkowatymi czułkami. Czyli samiczka ma leżeć i pachnieć a facet szukać i ganiać (znów jak u ludzi...).

Ale przejdźmy wreszcie do samego Rączyka leszczyniaka. Tak, tak, nie pomyliłem się - motyl ten określany jest zamiennie jako Szypleć albo Rączyk (sami przyznacie, że żadna nazwa nie jest "łatwiejsza" :p). Napotkałem go na szutrowej leśnej drodze.

"Go" bo jak widać jest to ewidentnie samczyk. Ponadto wskazuje na to kolor - intensywnie pomarańczowy, podczas gdy samice są zazwyczaj żółtawe (choć ja używam nazwy "sraczkowate"). Mówię zazwyczaj, gduż gatunek jest dość zmienny kolorystycznie - od żółci, przez odcienie pomarańczy po brąz). Jest to dość powszechny gatunek więc nie powinniście mieć kłopotu z przynajmniej raz jego napotkaniem. W dzień. Nie w nocy 🙂

   Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.