Stułbia zielona – nieśmiertelny Cthulhu

Ph’nglui mglw’nafh Cthulhu R’lyeh wgah’nagl fhtagn

(tak wg Lovecrafta brzmi formuła na przywołanie śpiącego Cthulhu)

zęsto zdarza mi się opisywać tu tematy, którymi pewnie przeorali Was do znudzenia w szkole a to gwarantuje najkrótszą drogę do zniechęcenia nimi. Ponieważ i mnie to dotknęło, teraz staram się niektóre z nich pokazać w innej, ciekawszej formie. Dziś będzie zatem o stułbi, a konkretnie o Stułbi zielonej - Hydra viridissima.

Jest szalenie powszechna w naszych zbiornikach wodnych. Wystarczy, że słoik z zaczerpniętą wodą i pachruściami pozostawicie na kilkadziesiąt minut spokoju i już prawdopodobnie na jego ściankach dostrzeżecie naszą bohaterkę. Czemu w spokoju? Bo podrażniona przypomina... nicnieprzypominającą kulkę, natomiast rozwinięta - jest nie do pomylenia 🙂 Eh, nie wiem czy was męczyć podstawowymi danymi... ale cosik dla przypomnienia. Stułbiopławów mamy kilka gatunków w naszym kraju (w tym Stułbię zwyczajną, szarą i zieloną). Należą one do gromady parzydełkowców a te do typu dwuwarstwowych. Mamy jeszcze jedną tradycyjną nazwę na ten typ zwierząt - jamochłony. A wiec w pewnym uproszczeniu stułbiopławy, czyli nasza stułbia, jest workiem, mocno rozciągliwym, wewnątrz którego trawi ona swoje ofiary a trafiają one do otworu gębowego przy pomocy ramion z komórkami parzydełkowatymi zwanymi knidocytami. Te knidocyty to szalenie ciekawe twory - w komórce wypełnionej cieczą paraliżującą (neurotoksyną) znajduje się nić, która przy podrażnieniu wystrzeliwana jest z ogromną siłą w tkankę ofiary. No ale to akcja na raz i taka komórka musi być potem wymieniona na inną. Podstawa, dysk bazowy polipa, wydziela kleistą substancję odpowiedzialną za jej adhezję do podłoża. Oddycha całą powierzchnią ciała wiec nie udusicie jej poduszką. Rozmnaża się przez pączkowanie (co zobaczycie na filmie) oraz płciowo i jest Conchitą Wurst to znaczy ten tą... hermafrodytą.

Stułbia zielona to urocze stworzonko, które możemy zaprosić do naszego domku robiąc proste "słoikowe" akwarium. Jest coś odmóżdżajacego w siedzeniu i gapieniu się na nie, obserwowaniu jak polują, jak pączkują, jak pięknie powiewają ich ramionka. Posiadacze akwariów z rybkami zazwyczaj wpadają w panikę, kiedy stwierdzą u siebie pojawienie się stułbi sądząc ze zagraża to ich narybkom, mniejszym rybom czy krewetkom. Niesłusznie, gdyż nie stanową zagrożenia a wręcz przeciwnie - sprawiają, że woda jest czystsza.

Ale co jest w niej najciekawsze. I czemu Cthulhu? Otóż stułbia, jak potężny Przedwieczny, nie umiera śmiercią naturalną. Tak. A ponieważ nieumieranie czegoś trudno udowodnić samemu żyjąc :p to trudno się dać za to pokroić :p (zaraz docenicie ten suchy żart). Początkowo dawano jej ok 1400 lat (interpolacja), potem 10 000 ale teraz wychodzi, że w idealnych warunkach po prostu nigdy nie umrze. Dobra, po kolei, jak to robi.

Po pierwsze okazało się, ze dziadyga zawiera hydramycynę - substancję bakteriobójczą, która nie dopuszcza do infekcji organizmu. Tak więc owszem, może ją zjeść jakaś rybka, rozgnieść pies taplający się w rowie albo my sami rozpuścić w tym co leci z naszego kibelka po zjedzeniu w ciapatej jadłodajni ale sama raczej na nic nie zachoruje.

Po drugie gdyby ją jednak pokroić to odtworzy z tych kawałków siebie. Może będzie tego więcej niż na początku :p ale to wciąż będzie ona. Co więcej - jeśli zabierze się jej komórki nerwowe to ją to wali - dalej będzie jeść, poruszać się itd bo jak się okazuje przerobi sobie część swoich komórek nabłonka na komórki nerwowe. Jak dla mnie mogła by zastąpić Obcego u Ridleya Scotta.

Po trzecie i najważniejsze. Stułbia zdaje się prawie eliminować wrodzony wielokomórkowy proces starzenia. Kontroluje ekspresję genów, potrafi przeprogramowywać swoje komórki. Jest prawdziwą chodzącą (chyba płynącą) bombą komórek macierzystych. Nawet kiedy pozbawi się ją tych komórek to tak przeprogramuje w trybie nadeksprsji komórki nabłonka, że i tak da sobie radę.

No i co? Nie jest to nasz Cthulhu? :p

Nie jest umarłym ten który spoczywa wiekami...

PS. Żadna z tych nieśmiertelnych istot nie została uśmiercona podczas obserwacji bo... i jak?   A jakby ktoś chciał zobaczyć jak to się nagrywało 🙂    Facebook

8 comments on “Stułbia zielona – nieśmiertelny Cthulhu

  1. Dziękuję, pana teksty to kopalnia ciekawostek dla mnie i fantastyczna podstawa do kontaktu z wnukami, które staram się oswoić i zaciekawić tym co żyje wokół.

    • Bardzo dziękuję za komentarz i tak serdeczną ocenę poczynań. Naprawdę, nic bardziej tak nie buduje człowieka i zachęca do dalszych działań jak takie słowa 🙂

  2. Jakos chyba nigdy nie mialem w akwarium stulbii zielonej – taki pech. Szare odmiany – jak najbardziej, ale zielonej brak. Zgadzam sie, ze gapienie sie w wode stulbiami moze wprowadzic czlowieka w jakis trans. Obserwowanie jak sie rozciagaja, lapia rozwielitki, trawia je, chodza… Natomiast absolutnie fascynujace sa te informacje o niesmiertelnosci tych organizmow – nie wiedzialem o tym. Od razu przyszlo mi do glowy zaimplementowanie tego mechanizmu z przeprogramowaniem komorek do organizmu ludzkiego… chociaz moze to glupi pomysl, biorac pod uwage zachowanie wiekszosci ludzi. Tak czy inaczej – kolejny swietny wpis. No i wielki plus za Lovecrafta 🙂

    • Od dawna powtarzam, że mamy niezwykle zbliżone zainteresowania, to co nas fascynuje, cieszy i pochłania 🙂 Serdecznie Ci dziękuję za, jak zwykle bogatą analizę zagadnienia 🙂 A z tymi ludźmi to trafiłeś – naukowcy siedzą i ją męczą próbując jej wydrzeć tą tajemnicę :p
      Ojoj, widzę też nowe fantastyczne wpisy u Ciebie więc wieczorem zagłębie się w nich uważnie. Zachęcam również wszystkich odwiedzających do zajrzenia na http://botaniklodz.pl/ !!!

  3. Zachęciłeś mnie do tego słoikowego akwarium ze stułbią 🙂
    A Twoje filmiki są piękne! Od razu chce się pędzić po jakąś zamieszkałą wodę i samemu obserwować. Dlaczego tylko tych intrygujących tematów i żyjątek jest tak dużo dookoła 😉

    • Bardzo bardzo bardzo dziękuję 🙂 Miłe słowa zachęty innego przyrodnika zawsze działają mobilizująco, zachęcająco a co najważniejsze dają ogromną przyjemność 🙂

  4. Ha, dotąd nie pomyślałam, że w wodzie zaczerpniętej z naturalnego zbiornika może być sporo ciekawych stworzonek i to widocznych gołym okiem. Jak zwykle bardzo ciekawy wpis i piękny filmik z muzyką 🙂

    • Dziękuję bardzo 🙂 Zawsze niezmiernie sobie cenię Twoje uwagi oraz słowa zachęty Aniu 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Eh, nie mogę się logować i pisać komentarzy u Ciebie 🙁 co ten blogspot porobił 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.