Przedwiośniowe opowieści

Wiosna jakoś nie może ruszyć "z kopyta", czai się, wsuwa palce pod drzwi, pokazuje coś i chowa (zniknęły przebudzone motylki), chłodem przenika pod ubrania, denerwuje każąc szukać jej przejawów. Porobiła nadzieje i se poszła, wstręciucha, chyba za tydzień trzeba mocno podtopić marzankę 🙂 Pozostają spacery po lasach i łąkach w nadziei znalezienia tego i owego cieszącego oczy.

Jak łania czy ciekawskie liski :p

Nasz dłuższy spacer odbyliśmy na obszary zniszczonego urzędniczym piórem rezerwatu Zabłocie pod Rzeszowem. Na terenie opuszczonych dawno temu stawów swego czasu gniazdowało i przybywało ponad 60 gatunków ptaków, perełka ornitologiczna. Niestety, podczas spekulacji gruntami w okresie budowy autostrady, stawy przejęła prywatna inicjatywa. Jednym ruchem pióra wyodrębniono stawy z rezerwatu a, żeby nikt się nie czepiał, że rezerwat gdzieś przepadł to "otulinowe" drzewa (resztki dawnego kompleksu puszczy sandomierskiej) są teraz uzasadnieniem istnienia "ochrony ścisłej"... Na stawy wjechały pogłębiarki, w innych miejscach spadł poziom wody i jest łąka, walają się myśliwskie łuski...Z 60 gatunków pozostało kilka...jak żurawie:

I tak tylko ten tęskny klangor.... Eh, zostawiając głuche i puste stawy, wędrując dalej po lesie znalazł się jeden optymistyczny akcent - Wawrzynka wilczełyko 🙂

Cudownie pachnący mały trucicielek 🙂 A więc wiosna tak całkiem nie przepadła. Ostatnio zdjęcie natomiast przedstawia pozostałości po dawnych zabiegach pozyskiwania żywicy (już nie praktykowanych), czyli żywicowaniu. Ciekawa część historii leśnictwa, polecam przeczytać ten wpis:

http://lesniczowka.blox.pl/2012/05/Zywica-z-naszych-borow.html

Przemierzając lasy w poszukiwaniu kolejnych oznak wiosny trzeba mieć też czujne ucho 🙂 Kiedy nagle zaczniecie mieć wrażenie, ze słyszycie drobny deszczyk padający na ściółkę z charakterystycznym szelestem...a deszczu na twarzy ani śladu :p popatrzcie pod nogi. Bo oto właśnie jeden z przedstawicieli skoczogonków urządza sobie takie harce. Wystarczy się nachylić i usłyszycie szelest, który niknie 2, 3 metry dalej od aglomeracji, które gdzie i ówdzie tworzą 🙂 Posłuchajcie do końca 🙂

Tutaj mam trochę mały kłopot ze 100% oznaczeniem. Najprawdopodobniej jest to Pchlica wodna - Podura aquatica. Wodna tylko z nazwy bo kica po wszystkim co leży na jej podmokłych terenach.

Wnikliwiej porobiłem jej zdjęcia, oznaczyłem, jednak zasięgając opinii oznajmiono mi, że ostateczną pewność miałbym w towarzystwie specjalisty 🙂

I na koniec, już trochę tradycyjnie, "podróż przez mikroświaty" (jak to fajnie ujęte jest w miesięczniku "Przyroda Polska"). Tym razem ścigające się ameby. Ażeby nadać trochę dramatyzmu pościgowi, przyspieszyłem wideo 2x... :p

Facebook

4 comments on “Przedwiośniowe opowieści

  1. No, wreszcie coś nowego 🙂 Rewelacyjne zdjęcie liska, nadaje się spokojnie do jakiegoś albumu o przyrodzie. Film z żurawiami i ich odgłosami – epicki. Nigdy nie widziałem/nie słyszałem – nie mam za bardzo gdzie. Z kolei skoczogonkami mnie zaskoczyłeś. Znam, mam nawet jakieś w skrzynkach na balkonie, ale nigdy bym nie przypuszczał, że wydają takie odgłosy. Niesamowite. No i zdjęcia mikroskopowe wymiatają. A na sam koniec ameby z pierwotniakami w tle – mnie się bardzo podobają, ale pisałem już, że jestem mikroskopowo/słodkowodno skrzywiony 🙂 Jak zwykle bardzo ciekawy i doskonale udokumentowany wpis!

  2. Mnie również bardzo podobała się Twoja przedwiosenna opowieść, zdjęcia i filmy. Lisek, mech i łania – magiczne (nie wierzę, że to tylko JPG). Wawrzynka widziałam (po raz pierwszy!) parę dni temu w Botaniku – cudnie pachnie. i jaki urokliwy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.