Gonić predatora

Ostatnimi czasy znajduję przyjemność w uganianiu się za uroczym modraszkowatym - Zieleńczykiem ostręzyńcem. To drobny, intensywnie zielony motylek, którego można spotkać na łączkach przy skraju lasów. Lubi sucho więc najłatwiej borów sosnowych. Ale wybredny bardzo nie jest 🙂 więc zaje mu jedno czy to kwiaty borówki i jeżyny w lesie czy wilczomlecze, pięciorniki czy przetaczniki na łące. Czemu dojrzenie go nie jest takie oczywiste? Popatrzcie

I niestety pozostaje powolny marsz ze wzrokiem wędrującym od kwiatka do kwiatka. Nie zadziała tutaj metoda spłoszenia a potem śledzenia jak siada na kwiatku obok. Mały drań od razu szybkim dezorientującym lotem ucieka na drugi koniec łąki a śledzenie zielonego punktu na tle zielonej zieleni łąki...sami sobie dopiszcie 🙂 Możemy go wypatrywać od połowy kwietnia do połowy czerwca a potem...potem koniec. Nie będzie (tak jak w większości przypadków naszych motyli) drugiej szansy kiedy to pojawiają się kolejne osobniki nowego pokolenia w środku lata, ponieważ po przepoczwarzeniu się motyl zimuje w runie leśnym w stadium poczwarki.

Jak widzicie jest doskonałym przykładem maskowania się. Ale nie on jeden. Dla przeciwwagi kolorystycznej dziś jeszcze o jednym - Osadnik egeria.

Podobnie jak zieleńczyk występuje on na skraju lasów, na polanach i duktach leśnych. Najpierw mała dygresja. Większość początkujących obserwatorów od razu rusza na łąki czy myszkuje w ogrodach. A tymczasem właśnie dukty leśne są doskonałym miejscem dla amatorów motyli 🙂 Mnóstwo modraszkowatych, bielinkowatych i rusałkowatych właśnie tam się pojawia. Odpoczywa, ogrzewa skrzydła w słońcu na rozgrzanym piasku, spija wilgoć z ziemi, odwiedza kwiaty korzystające z prześwitu między drzewami a same dukty są dla nich po prostu wygodnym korytarzem powietrznym 🙂 Wracając do osadnika. To doskonały model motyla wykorzystującego wszystkie atrybuty duktów leśnych. Niechętnie odwiedza kwiaty. Woli przesiadywać na liściach drzew a wilgoć pobiera z soków zranionych drzew lub ziemi. Płochliwy, szuka półcienia i plam słońca w prześwitach drzew. Wypatrywanie jego jest równie niezbędne jak w przypadku zieleńczyka bo spłoszony odleci w górę pomiędzy drzewa.. Tylko że szans na jego spotkanie mamy aż w dwóch - a w ciepłe lata - nawet trzech pokoleniach (wrzesień).

I na koniec tradycyjnie dla tych co lubią jak się coś rusza :p - filmik 🙂

 Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.