Jak mnie nosi czyli dzień jak (co drugi) dzień.

No właśnie. Niby dzień jak co dzień ale kiedy człowiek uzmysłowi sobie wszystkie swoje poczynania od rana to często ten okazuje się być pracowitym i pełnym wrażeń. No może wrażeń to za dużo powiedziane ale jakoś tak nasza egzystencja przestaje być obibokowa i pozbawiona sensu i celu. To tak jak ze snami. Kiedy o nich nie myślimy to prawie ich nie zauważamy. Ale wystarczy opowiedzieć sobie sen po przebudzeniu, potem w ciągu dnia drugi i trzeci raz albo co lepiej - prowadzić dziennik snów - i nagle dostrzegamy ich bogactwo i rozmyślamy o karierze rodem z INCEPCJI.

W moim przypadku dzień się zaczął po pracy. Zatrzymałem się na spacer przez fragment leśnego duktu. Było słonecznie i ładnie jak widać na obrazku tytułowym. Śnieg przyjemnie skrzypiał pod nogami...Niestety nieprzyjemnie dla różnej maści zwierzątek będących jedyną emanacją jakiegoś ruchliwszego życia zimą :p Ale jeden osobnik nie zraził się moimi topornymi "podchodami". Z początku myślałem, że to dzięcioł duży (bez okularów, rażące słońce itd :p) ale w domu okazało się ze miałem przyjemność z dzięciołem białoszyjim 🙂

Uwieńczyłem go na marnej jakości filmie bo tylko to miałem przy sobie.

Choć po głębokich przemyśleniach nie będę w najbliższym czasie ścigał ptaków (jednak zakup ptasiarzowego obiektywu mnie przerósłby finansowo a poza tym...jest tyle osób, blogów, które robią to znacznie lepiej, ze...no :p) to w tegorocznej przyszłości mam zamiar nagrać m.in. właśnie dzięciołowe "bębnienie". Owo bębnienie to nie to charakterystyczne "kucie" po którym rozpoznajemy dzięcioła z daleka ale intensywne uderzanie dziobem w suchą gałąź (dla komunikacji i znaczenia terytorium). Bardzo podoba mi się ten odgłos i chciałbym go sobie rozłożyć na czynniki pierwsze 🙂 Bo jest często on tak szybki, że poszczególne uderzenia zlewają się w jeden ciągły dźwięk, który przypomina skrzypienie wielkiej starej belki.

Wracając do naszego bohatera to właśnie okazało się, że miałem więcej szczęścia niż przypuszczałem. W odróżnieniu od pospolitego dzięcioła dużego, dzięcioł białoszyi zawędrował do nas z Azji i Bliskiego Wschodu i zamieszkuje południowo-wschodnią Polskę. Pierwszy raz zaobserwowano go w 1978 roku właśnie pod Rzeszowem. I po paru latach przestał być dla nas (jak łacińska nazwa wskazuje - Dendrocopos syriacus) dzięciołem syryjskim a stał się gatunkiem polskim nazwanym białoszyim (nazwa wzięta z tego, że czarne "wąsy" nie schodzą się do czarnej kreski na grzbiecie).

Z niezamarzniętego przydrożnego kanału przytargałem z kolei pierwotniaczka, potwierdzenie którego identyfikacji jeszcze trwa 🙂 Zaczął mocno rozrabiać w mojej hodowli ale o tym będzie przy okazji wpisu o innym pierwotniaku z rodzaju paramecium. Dziś więc tylko prezentacja 🙂

Ale dzień gnał naprzód i naprzód. Ponieważ udało mi się po paru dniach z resztek gratów i statywów ponownie uruchomić małe obserwatorium słoneczne (szumna nazwa na statyw i parę akcesoriów foto :p) zaczęły się rejestracje plam i aktywności naszego słońca, które będą dostępne od teraz w zakładce ASTRO w MENU, na podstronie poświęconej naszej gwieździe :). A jest na co spoglądać. Wychodzi na to, ze czeka nas minimum aktywności słonecznej i astrofizycy z niepokojem zaczynają wieszczyć znaczne ochłodzenie klimatu. (tak tak oszołomki).

Sam obserwacje są ciekawe bo codziennie jest trochę inny obraz. A jak (daj i nie daj Boże) dochodzi do czegoś spektakularniejszego to ho ho ho :). Obecnie spokojnie wędrują dwie grupy plam: 2628 (która już będzie się chować) z pochodniami i 2629. Oczywiście ptaszki musiały o sobie dać znać podczas zbierania materiału :p

 Ale po zachodzie słońca nie warto od razu wracać do ciepełka, nie nie nie :p Zapadanie zmroku obecnie daje szansę oglądać niezwykle jasno błyszczącą WENUS (nie do pomylenia z czymś innym o tej porze dnia-nocy). Z silniejszym powiększeniem zobaczymy w jakiej teraz jest kwadrze (bo Wenus, ma swoje kwadry, jak nasz Księżyc) a kiedy pojawia się pierwsze gwiazdki zobaczymy, że teraz niedaleko niej wędruje również MARS  (zaznaczyłem Wam czerwoną strzałką).

I do domu. Oj...a może jeszcze troszeczkę pozostać. Bo przecież właśnie widać mój ulubiony gwiazdozbiór ORION. Nie zmieścił się cały w obiektywie  50'tki aparatu (tylko kawałek podniesionej lewej ręki :p o ile za prawą uznamy tę dzierżącą łuk) ale i tak Wam pokażę. A dla tych co nie dostrzegają zarysu gwiazdozbioru dorysuję kreseczki :p

Ale po co o tym mówię? Przecież to blog przyrodniczy a nie astronomiczny. Dotyczący życia na Ziemi. Ano właśnie dlatego. Na ostatnim zdjęciu dorysowałem czerwoną strzałkę wskazującą na szczególną gwiazdę - BETELGEZĘ. Patrzę na nią każdej nocy (o ile jestem i coś widać :p) choć przez sekundę i zawsze myślę o tym samym 🙂 To czerwony olbrzym, który w skali kosmicznej jest od nas o rzut mokrym beretem a który może wybuchnąć w każdej chwili, w trakcie pisania tego posta, za 5 minut, za 5 lat, za 50 lat. Wybudowano obserwatoria czekające tylko na jej wybuch. Czemu to istotne dla ZIEMI? Już 3h po wybuchu gwiazda będzie na niebie świecić 50 razy jaśniej niż księżyc w pełni. Więc przez ok 3 miesiące będziemy mieli półdzień w nocy 🙂 I za dnia drugie małe słoneczko :p  Ale co ważniejsze - wybuchająca gwiazda emituje 2 wiązki promieniowania gamma (biegunowo). Bardzo silnego i niszczącego promieniowania. Istnieje teoria, że wymarcie w ordowiku trylobitów płytkowodnych (a przeżycie dennych) zostało spowodowane wybuchem bliskiej supernowej i dostaniu się ZIEMI w obszar promieniowania gamma, która wyniszczyła warstwę ozonową a zabójcze promieniowanie UV ze Słońca spustoszyło część życia powierzchniowego. Także w wodach ale tylko na niewielkiej głębokości bo dalej promieniowanie UV nie dociera. Na szczęście astronomowie ustalili, że prawdopodobnie wystrzelona przez BETELGEZĘ wiązka promieniowania będzie od nas odchylone o 20 stopni. Oby. Bo jak łatwo sobie wyobrazić, wybuch to dość niestabilne zjawisko 🙂

A dla tych co są ciekawi co to za niebiesko-fioletowa chmurka w dolnej części gwiazdozbioru, ta leząca w linii jak 3 gwiazdy, tworzące w wyobraźni miecz wiszący u pasa ORIONA. To mgławica M42 (z malutką M43), bardzo piękna i łatwo dostrzegalna w lornetce. Przepraszam za zdjęcie fatalnej jakości ale jak już wspomniałem nie jest to blog astronomiczny tylko przyrodniczy a ja tylko sprzęt foto posiadam 🙂

edycja z 30.01.2017

Jaką frajdę przynosi obserwowanie słońca pokazało dziś. Aktualne podglądy słońca sprzed godziny 13 zapowiadały jedynie wynurzanie się z lewej strony grupy plam a tymczasem jakiś czas później pokazała się nowa plamka! 🙂 Najpierw myślałem, ze to artefakt, zanieczyszczenie na obiektywie, filtrze czy matrycy ale ponowne zdjęcia potwierdziły nową plamę.

Facebook

6 comments on “Jak mnie nosi czyli dzień jak (co drugi) dzień.

  1. Widzę, że dzisiaj zrobiłeś wpis humorystyczny – mnie najbardziej rozbawiła uwaga o fatalnej jakości zdjęcia M42 – chciałbym jej zrobić zdjęcie tak „fatalnej” jakości 🙂 Przy okazji pytanie – jakie parametry przy robieniu tego zdjęcia? Robione z montażu z prowadzeniem? Stack? Osobiście uważam astronomię za jak najbardziej „przyrodniczy” temat i chętnie poczytam i pooglądam więcej z tej dziedziny. W ogóle Słońce też super – masz jakiegoś Coronado? Napisz więcej o swoim sprzęcie. Wracając na ziemię – dzięcioł – kolejna świetna obserwacja, osobiście nigdy nie spotkałem i zazdroszczę. A pierwotniak zrozumiały dla pewnego wąskiego kręgu (do którego się zaliczam ;-). Chętnie poznam jego dalsze losy i w ogóle więcej wpisów spod mikroskopu, z mieszkańcami naszych wód. Jak znajdę trochę czasu to u siebie też coś z tej dziedziny powrzucam. Ogólnie – bardzo ciekawe tematy i zdjęcia dzisiaj.

    • Eeeee,,,nie mam niestety takiego sprzętu :p Co do M42 owszem udało mi się uruchomić zabawkową głowicę azymutalną ale nie nadaje się do niczego…po wielu próbach osadzenia jej na prowizoryczym klinie (bo samodzielnie jako montaż azymutalny chodziła jak chciała) i próbach wyrównywania prowadzenia zniechęciłem się. Jedna klatka jako tako wyglądała po 10 sek. Więc dałem sobie spokój i na zwykłym statywie 2 sek ekspozycje naklikałem i łacznie z tą zestakowałem. Wszystko obiektywem którego używam na codzień, do wszystkiego FUJI 55-200. A Słoneczko…heh…jakbym miał coronado to bym (pewnie jak Ty) założył bloga tylko dla niego :p Nie…niestety..folia baadera i stary radziecki obiektyw. Robię kilkadziesiąt zdjęć i stackuje bo jakosć pojedyńczej klatki to widać tam, gdzie ptaki „wleciały”
      Dziękuję za kompentarz i pozdrawiam!

  2. Ty to masz szczęście, i oko, i super zainteresowania – od pierwotniaka do Słońca :-), Bardzo ciekawe! Chwilowo padam na buźkę, ale jak się wyśpię, to doczytam dokładnie.
    Tylko czy zasnę? Postraszyłeś mnie tą BETELGEZĄ.

  3. Hm, nie znam się na astronomii, ale czytam: Odległość gwiazdy (Betelgezy) od Ziemi wynosi 427 ±92 lat świetlnych.
    I mimo tego skutki wybuchu byłyby widzialne i odczuwalne na Ziemi niemal natychmiast??

    • Bardzo bardzo dziękuję 🙂
      I już spieszę odpowiedzieć. Generalnie patrząc w niebo cofamy się w czasie. Nigdy nie widzimy aktualnej sytuacji tylko taką jaka była jakiś czas temu. I tak – gdyby jakiś olbrzym ukradł słońce to dopiero po ponad 8 minutach zorientowalibyśmy się że słońce już nie istnieje. BETELGEZY może już nie być od 400 lat a my wciąż ją widzimy. Najdalsze widzialne galaktyki widzimy takie jakie były 13 mld lat temu. Obecnie prawdopodobnie część z nich się pozderzała, są w zupełnie innym miejscu itd. Ale to, że widzimy z opóźnieniem nie oznacza, ze czas trwania zjawiska się rozciąga w czasie. Załóżmy więc że BETELGEZA jest 500 lat świetlnych od nas. Gdyby wybuchła 300 lat temu to jej wybuch zobaczymy za 200 lat a 200 lat i 3h później osiągnie już pokaźną jasność 🙂
      Co do skutków. No to właśnie są spekulacje. W najlepszym razie, jako znawca roślin na pewno wiesz, ze spora część z nich na pewno zgłupieje od permanentnego przez parę miesięcy dodatkowego silnego”księżyca” (będzie od kilku do kilkudziesięciu razy silniejsza niż nasz KSIĘŻYC w pełni). Ponadto nawet nie dostawszy się w wiązkę promieniowania gamma dostaniemy zwiększoną porcję promieniowania kosmicznego, który odchudzi trochę naszą warstwę ozonową a to może wiązać się z częstością mutacji. O dostaniu się w promień wiązki gamma lepiej nie myśleć. Możemy mieć tylko nadzieję, ze wszystkie wyliczenia oparte na obserwacjach BETELGEZY i wyznaczeniu jej biegunów są poprawne 🙂
      Pozdrawiam serdecznie!

  4. Się modlę, żeby Betelgeza nie pierdyknęła akurat 427 ±92 lat temu. Co będzie za 200 lat, to już ciut mniej mnie obchodzi ;-D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.